niedziela, 26 października 2014

Rozdział 12 : When it's me against you and , it's you against me .





Przede mną stoi ładna , niska blondynka o oczach tak intensywnie lazurowych , że aż kręci mi się w głowie od ciągłego wpatrywania się w jej tęczówki i z wyraźnie zaokrąglonym już brzuchem . Widać , że jest trochę zagubiona , ponieważ obrzuca wzrokiem to mnie  , to bladoróżowy, chropowaty sufit w hallu . Wydaje się , że prowadzi wewnętrzną walkę z samą sobą , kiedy w końcu chyba zbiera się na odwagę i mówi cichym głosem – tak cichym , że nawet ja mam problemy ze zrozumieniem jej słów .
-  Mam na imię Veronica .  A ty jesteś siostrą Marca , prawda ? – patrzy z nadzieją , że potwierdzę jej przypuszczenia – Co prawda , nic mi o tobie nie wspominał , ale … - i nagle zacina się, widząc moją minę , która chyba nie jest za wesoła .
- Nie , nie jestem jego siostrą – odpowiadam ostro , może trochę zbyt ostro – Jestem jego dziewczyną – akcentuję ostatni wyraz , a za chwilę dostrzegam  jak twarz nieznajomej blednie . Soledad – mówię to trochę cieplejszym głosem i wyciągam rękę w kierunki nowo poznanej osoby .
- Dziewczyną ? Jesteś jego dziewczyną ? – patrzy na mnie z niedowierzaniem . Albo raczej tak, jakby nie chciała w to uwierzyć . Przy okazji , zapamiętajcie sobie jedno : jeśli ktoś zadaje pytanie , a jego interlokutor to pytanie powtarza , to zawsze świadczy o tym , że pytany potrzebuje czasu do zastanowienia . Nie wiem , co tu się dzieje , ale mam zamiar wszystkiego się dowiedzieć . Od początku .
- Może wejdziesz ? Przecież nie będziemy rozmawiały na korytarzu – w moim głosie nie ma już ani cienia awersji ani antypatii  . Mogę być z siebie dumna . Coroczne uczestnictwo w warsztatach teatralnych jednak robi swoje . 
- Napijesz się czegoś ? – kolejny raz staram się , aby nie zniechęcić do siebie mojego gościa.
- Poproszę szklankę wody mineralnej – odpowiada swoim delikatnym głosem i siada na skórzanej sofie . Wygląda jak mała , filigranowa laleczka , tak krucha , że nawet podmuch wiatru mógłby strącić ją na ziemię .
Kiedy wracam z kuchni zastaję ją wpatrującą się w krajobraz za oknem . Gdy pierwszy raz przyjechałam do Barcelony , od razu zwróciłam uwagę na tą niecodzienny i jakże olśniewającą panoramę .  Piaszczysta plaża , krystalicznie czyste i ciepłe wody Morza Śródziemnego , a przy tym błękitne , bezchmurne niebo   tworzą niezapomniany widok , zapierają dech w piersiach i faktycznie mogą oczarować . Jednak w jej zachowaniu jest coś takiego , co pozwala mi sądzić , że ta dziewczyna nie jest do końca normalna . Usadawiam się w miękkim , białym fotelu i dyskretnie zerkam na nowo poznaną osobę . Veronica zatopiła się we własnych myślach i zdaje się nie zwracać uwagi na otoczenie . Jakże wielkie jest moje zdziwienie , kiedy po kilkunastu minutach przerywa grobową ciszę i zaczyna mówić .
- To się stało jakieś dwa miesiące przed jego wyjazdem do Madrytu . Poszłam do klubu , aby się trochę rozerwać i zapomnieć . Właśnie tego dnia rzucił mnie chłopak , z którym wiązałam wielkie nadzieje na przyszłość . Moja przyjaciółka chodziła z jednym z kumpli Marca . To ona poradziła mi , abym żyła dniem dzisiejszym i chociaż na chwilę przestała zwracać uwagę , na to , jakie skutki będzie miało moje zachowanie . Marc był wtedy zupełnie innym chłopakiem niż teraz – szukał rozrywki i zabawy na jedną noc , zaliczał  i porzucał kolejne laski . Ja miałam być jedną z jego ofiar . Wtedy jeszcze  o tym nie wiedziałam , refleksja przyszła z czasem . Odwiedziłam  go tydzień po tym , jak dowiedziałam się , że noszę pod sercem jego dziecko . A on tak po prostu kazał mi odejść . Chwila rozkoszy i przyjemności ? Jasne , dlaczego nie  . Dziecko i wiążąca  się z nim odpowiedzialność ?  Nie dzięki , nie skorzystam . Tłumaczył  , że jest za młody , nie gotowy na zaczęcie poważnego i dorosłego życia . Bardzo przekonujące , argumenty , prawda ? Aha , jakże mogłabym zapomnieć . Łaskawie oświadczył , że będzie regularnie płacił alimenty . Cóż za szlachetny czyn !   – uśmiecha się  złośliwie -  Byłam tylko jego zabawką . Spodobała mu się , więc jak każde dziecko , chciał  ją mieć . Pobawił się , potem stwierdził, że jednak nie jest taka , jak mu się na początku wydawało i włożył to pudełka pełnego starych i zużytych marionetek .  Widocznie teraz sięgnął po rozum do głowy i postanowił poprawić swoje życie  . Proszę cię jednak , abyś pamiętała jedno – oczywiście , że ludzie się zmieniają . Jednak jedno pozostaje w nich niezmienne – przeszłość . A przeszłość Marca daleka jest od idealnej – kończy patrząc mi prosto w oczy , a ja nie wiem , co powiedzieć . Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw , jednak Veronica nie wygląda jakby kłamała . Nie wiem , czy zdaje sobie z tego sprawę ,  ale pozostawia mi na głowie ogromny problem do rozwiązania .
Nagle z korytarza do naszych uszu dociera cichy szmer i już parę sekund później widzimy postać piłkarza w całej okazałości . Najpierw otwiera oczy ze zdumieniem i z  niedowierzaniem patrzy na Verę . Następnie idzie powoli w stronę kanapy i siada na niej , chowając twarz w dłoniach . Doprawdy , nie wiem , co się z nimi wszystkimi dzieje .
- Dlaczego tutaj przyszłaś ? – pyta cicho , nadal pozostając w tej samej pozycji .
- Czyli to prawda? – gapię się na niego z otwartymi ustami . Chyba w głębi serca tliła się we mnie jeszcze iskierka nadziei , że dziewczyna jednak nie mówi mi całej prawdy – Marc , pytam się , do jasnej cholery , czy to prawda , że Veronica jest z tobą w ciąży ? – krzyczę na niego , ponieważ nie jestem stanie dłużej dusić wszystkich emocji w sobie .
- Tak , to prawda – wstaje gwałtownie i spogląda na mnie brązowo –zielonymi oczami , w których widzę ból i cierpienie – Zachowałem się jak skończony idiota , teraz to widzę . Jeśli endorfiny odpowiadają za poczucie szczęścia , to na pewno jest też jakaś substancja chemiczna odpowiadająca za wstyd  – bierze głęboki oddech – Przepraszam . Was obie . Ciebie , Vera ,  że tak cię potraktowałem i ciebie Soledad , że nic nie wiedziałaś o tej sytuacji . Czy jest jakaś szansa , że mi wybaczycie ? – łamie mu się głos , tak jakby zaraz miał zacząć płakać .
Żałość .
Napięcie .
Strach .
Niepewność .
Czuję to wszystko . Czuję się jakbym była na karuzeli . W jednej chwili jesteś na górze , a w drugiej spadasz w dół .  Też znacie do uczucie ?
Co powinnam zrobić ?
Patrzymy na siebie  z Veronicą  i nie mówimy ani słowa . W końcu jednak ona zbiera się na odwagę i zaczyna .
- Niedługo urodzę twoje dziecko , a ty dopiero teraz sobie o tym przypomniałeś ? Gdzie byłeś przez te wszystkie miesiące,  w których musiałam samotnie chodzić do lekarza i dbać o siebie , nie mogąc liczyć na ani jeden pomocny gest z twojej strony ?
- Teraz spróbuję to naprawić , tylko mi pozwól – patrzy na nią błagalnie – Zamieszkasz z nami do póki wszystko się nie ustabilizuje . Soledad , nie masz nic przeciwko ? – zadaje mi to pytanie , ale mam wrażenie , że w ogóle nie obchodzi go moja opinia na ten temat . Jakby to była nie moja sprawa i to , czy się zgodzę , czy też nie , w ogóle nie miało znaczenia . 
- Jasne , że nie – uśmiecham się ciepło do Very , jednak w środku wcale nie jest mi tak wesoło . Spotykaliśmy się tyle razy , a on ani słowem nie zająknął się , że będzie ojcem . Czy Marc jest taki człowiekiem , za jakiego go postrzegałam ? I czy dobrze zrobiłam , przyjeżdżając z nim do Barcelony ? To pewnie wyjaśni się w najbliższym czasie , ale jednak chciałabym wiedzieć , na czym stoję .




Już po raz kolejny chciałabym przeprosić za zaniedbanie tego bloga . Tym razem już naprawdę obiecałam sobie dokończyć to opowiadanie i będę się starała dodawać rozdziały dość regularnie : )  Pozdrawiam :* < 3




Emocje po wczorajszym meczu nadal nie opadły , chyba nawet do teraz do mnie nie dociera,  że wygraliśmy Klasyk , a zwycięstwo mogło być nawet bardziej okazałe , gdyby ciut lepsza skuteczność . Nie ma jednak co narzekać , wygrana nad Barcą zawsze smakuje wyśmienicie ! < 3  Hala Madrid y Nada Más !  

Wyniki wyszukiwania